czwartek, 28 lipca 2016

Zielone światło dla Ubera i Didi

Trwająca już od kilku lat wyniszczająca wojna o udział w chińskim rynku aplikacji mobilnych przeznaczonych do zamawiania usług przewozu osób odbywała się do tej pory w regulacyjnym niedopowiedzeniu, wykorzystywanym zarówno przez lokalne władze do prób blokowania tego typu praktyk taksówkarskich, jak i przez same firmy do brutalnej walki o klienta. Rząd w Pekinie postanowił zakończyć ten stan rzeczy, potwierdzając jednocześnie legalność tego typu działalności.

Zgodnie z przyjętymi przez Ministerstwo Transportu regulacjami, które wejdą w życie 1 listopada br., od kierowców współpracujących z tego typu firmami przewozowymi będą wymagane: minimum 3-letnie doświadczenie w prowadzeniu pojazdów, niekaralność, brak mandatów za zbyt szybką lub pod wpływem alkoholu jazdę oraz brak dowodów wskazujących na uzależnienie od narkotyków. Do przewozu mogą być jedynie używane samochody osobowe do maksymalnie 7 miejsc siedzących, obowiązkowo wyposażone w GPS, system powiadamiania alarmowego oraz spełniające pozostałe wymagania dotyczące bezpieczeństwa przewozu pasażerów, z przebiegiem poniżej 600 tys. km i nie starsze niż ośmioletnie. Regulacje ministerstwa zachęcają ponadto użytkowników tego typu usług do zbiorowego korzystania z przejazdów celem zmniejszenia natężenia ruchu drogowego. Pozostawiają również miejsce dla dostosowania regulacji przez władze lokalne do miejscowych warunków w takich punktach jak np. ustalanie minimalnych i maksymalnych stawek czy określanie dodatkowych warunków dla pojazdów. Wydane regulacje są mniej restrykcyjne niż ich projekt opublikowany przez władze w październiku zeszłego roku, zwłaszcza w zakresie braku wymogu podpisywania umowy o pracę z kierowcą.

Walka o klienta pomiędzy amerykańskim Uberem i krajowym liderem rynku Didi, kosztowała w ostatnim roku kalifornijska firmę ok 1mld USD strat wynikających z prowadzenia w Chinach działalności.

Straty chińskiego rywala był jeszcze większe, ale firmie udało się pozyskać wartościowych inwestorów zagranicznych chętnych do wyłożenia gotówki na poczet przyszłych zysków, w tym Apple. W maju i czerwcu br., najnowsza próba pozyskania dodatkowych kapitałów na rozwój przyniosła firmie aż 7,3 mld USD, w tym 1 mld USD od Apple. Dzięki temu na dynamicznie rosnącym rynku, pomimo wysiłków Ubera (2 mld USD dodatkowych kapitałów pozyskanych w styczniu br. od chińskich inwestorów), Didi udało się zachować pozycję niekwestionowanego lidera (ok. 80% udziału w rynku). Uber prowadzi obecnie działalność w ponad 60-ciu miastach chińskich (do końca roku planuje wzrost do 100), podczas gdy jego miejscowy rywal w ponad 400-tu.

Wojna o klienta wymusza na obu liderach rynku funkcjonowanie w warunkach permanentnych strat, spowodowanych coraz niższymi stawkami i ofertami darmowych przejazdów dla przyciągnięcia klientów oraz coraz wyższymi wynagrodzeniami dla przyciągnięcia kierowców. Na wskutek tej przynoszącej duże straty a małe efekty wojny, znany ze swojej konfrontacyjnej postawy Uber stał się w ostatnich dniach bardziej skłonny do rozmów koncyliacyjnych.

Chińskie Didi, powstałe w lutym 2015 r. z ugody największych krajowych rywali Didi Dache (wspierane przez Tencent) i Kuaidi Dache (finansowane przez Alibabę), dogadywanie się z potencjalnymi rywalami ma zapisane w swojej strategii rozwoju. W odróżnieniu od Ubera, na zagranicznych rynkach stara się nie tyle odbić rywalom klientów, co skorzystać ze współpracy z najważniejszymi graczami. W ten sposób we wrześniu ubiegłego roku Didi weszło na rynek amerykański zawierając umowę z lokalnym rywalem Ubera, Lyftem. W grudniu podobne umowy firma zawarła z hinduskim Ola i funkcjonującym w państwach Azji Płd.-Wsch. GrabTaxi.

Lepiej czując lokalne uwarunkowania, Didi stara się również utrzymać przewagę nad Uberem zabiegając o względy urzędników. W niedawnym wywiadzie dla hongkońskiego South China Morning Post (kontrolowanym przez Alibabę) jeden z założycieli Didi, Cheng Wei, stwierdził że praca dla jego firmy może być najlepszą alternatywą dla zwalnianych masowo robotników z restrukturyzowanego w Płn. Chinach przemysłu ciężkiego. Firma szacuje, że w dotkniętych problemem restrukturyzacji i bezrobocia 17-tu prowincjach Chin zatrudnia 3,89 mln kierowców, z których wielu pracowało wcześniej w zlikwidowanych obecnie zakładach państwowych.

Zarówno pojednawcze sygnały ze strony Ubera, jak i starania dyrekcji Didi, aby pokazać władzom „misję społeczną” działalności przewozowej miały miejsce w ostatnich dniach przed rządowymi decyzjami w sprawie regulacji tego segmentu usług i prawdopodobnie pozytywnie wpłynęły na jego liberalniejszy od spodziewanego kształt. Teraz najważniejszym pytaniem dla firm, a może jeszcze bardziej dla ich inwestorów, jest kiedy wreszcie tego typu usługi na największym na świecie rynku zaczną przynosić spodziewane i adekwatne do skali inwestycji dochody.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz